Listy z maratonu na Mauritiusie – 1

Listy z maratonu na Mauritiusie – 1

mauritius2014 067 W nocy, czyli chwilę przed czwartą, pobudka. Wstaniemy by pędzić na drugi koniec wyspy, która wcale nie jest tak mała, jak się wydaje na mapie świata. Na szczęście trasa biegu ma mieć tyle, co zwykle  tradycyjne 42 kilometry z ogonkiem.

Kończy się nasz drugi dzień na Mauritiusie i w zasadzie dopiero dochodzimy do siebie po trwającej dobę podróży, trasą przez Warszawę, Amsterdam i Nairobi. Już teraz wiemy, dlaczego w Amsterdamie wszyscy pasażerowie musieli opuścić samolot i ponownie przejść kontrolę bezpieczeństwa. To ze stolicy Holandii wyleciał samolot do Kuala Lumpur, który zestrzelili ruscy bandyci.

Wyspa zaskoczyła nas nie tylko wielkością. Także pogodą. Wiedzieliśmy, że mają tu zimę, ale przecież równik nie tak daleko, więc… No cóż, zima to zima. Śniegu nie ma, ale jest około 20 stopni, słońca mało, za to wiatru sporo, a i deszcz przelotny się zdarza. Mimo to już popływaliśmy i podziwialiśmy kolorowe rybki wśród koralowców. Trzeba tylko dostać się do plaży, a tu piaszczystych plaż jak na lekarstwo, chyba zwłaszcza we wschodniej części wyspy. Na szczęście możemy się przemieszczać, mamy bowiem pożyczony jakiś mały wyrób koreańskiej motoryzacji, oczywiście z kierownicą po prawej stronie, bo zasady ruchu drogowego przejęli od Brytyjczyków.. Choć bowiem mówi się tu po francusku, to przez ponad wiek wyspa była kolonią angielską.

mauritius2014 040Wśród tubylców zdecydowanie dominują potomkowie przybyszów z Indii, ale zdarzają się także czarnoskórzy. Białych zdecydowanie niewielu, pewnie dlatego, że jesteśmy daleko od miejscowości turystycznych.

Zatrzymaliśmy się w tanim hoteliku, z balkonem wychodzącym nad rzekę, w niezbyt urodziwym miasteczku Mahebourg. Za to jest tu całkiem spokojnie. Hotelik prowadzi hinduska rodzina, wczoraj obchodzili jakieś święto ku czci Kriszny. Wieczorem poczęstowali nas obiadem. Zaprosili i… posadzili samych w kuchni przy stole, na balkonie, z widokiem na rzekę. Przed każdym z nas na blacie leżała zielona kartka, na którą zaczęli nakładać jedzenie. Jakieś kawałeczki mięsa, jakaś warzywna sałatka, groch z sosem, zielenina, oczywiście ryż. I żadnych sztućców, bo tu w domu jada się rękoma, nawet ryż z sosem, co wymaga sporej zręczności. Po chwili koło nas posadzili małą dziewczynkę, której zwinne ciemne łapki uklepywały ryż jak ciasto. Smacznego.

mauritius2014 022Za to przedmaratońska kolacja wypadła w chińskiej knajpce. Sanepid szybko by się z nią rozprawił, a gwoździem do trumny mógł być kilkucentymetrowy karaluch spacerujący po podłodze. Za to jedzenie mają wyborne – dziś połakomiliśmy się na ośmiornicę w zielonej papryce i kalmary w sosie pomidorowym. Tylko jak się biega po ośmiornicy?

Maciej Rakowski

mauritius2014 016 mauritius2014 065